Skocz do zawartości

Wykryliśmy, że używasz AdBlocka :(

Prosimy o dodanie forum do wyjątków :) Wyświetlamy jedynie dopasowane reklamy, bez wyskakujących okienek i wideo. Reklam jest malutko i stanowią źródło utrzymania naszej społeczności. Dziękujemy!

GizChina Polska

Administrator
  • Zawartość

    2132
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    12

Ostatnia wygrana GizChina Polska w Rankingu w dniu 6 Czerwiec

GizChina Polska posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

11 Niezła

O GizChina Polska

  • Tytuł
    Chińskie korzenie

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Jak pewnie wiecie, Xiaomi jest znane z szerokiej gamy urządzeń smart, IoT, ale też przedmiotów codziennego użytku. Widzieliśmy już chociażby lodówkę Xiaomi, teraz chińska firma, która niedawno zaliczyła debiut na giełdzie, promuje sprzęt dla graczy. Jest to krzesło stworzone z myślą o między innymi fanach wirtualnej rozrywki. Xiaomi AutoFull jest dostępne na platformie youpin.mi.com. Wygoda dla graczy w niewygórowanej cenie Xiaomi, w przypadku tego produktu, można nazwać jedynie promotorem, właściwym producentem jest Hangzhou Prominent Furniture Co., Ltd. Jego nazwa pochodzi od drużyny e-sportowej. Trzeba przyznać, że fotel swoim designem nie trafi raczej w gusta szerszego grona, został on skrojony konkretnie z myślą o fanach e-sportu. Ma on kształt typowy dla takich konstrukcji, dużo wypustek mających za zadanie trzymanie osoby siedzącej, przypomina fotele kubełkowe montowane w autach. Wygląda dosyć solidnie i masywnie. Fotel jest regulowany na wielu płaszczyznach, możemy siedzisko tak, aby być wyżej lub niżej, co jest standardem. Regulowane są również podłokietniki, oraz oparcie pleców może zostać wychylone do czterech pozycji. Jest to standardowy kąt 90°, ale też lekko wychylone ułożenia 100 i 120°. Czwartym z możliwych położeń jest kąt 150° umożliwiający osobie korzystającej z fotela leżenie. Produkt został zbudowany na stalowej ramie, oczywiście jest też wyposażony w sześć kółek, dzięki czemu możemy się nim bez problemu poruszać. Siedzisko i oparcie obszyte zostało ekoskórą. Xiaomi AutoFull wyceniono na 999 Juanów, co odpowiada kwocie ok.550 Złotych. Mimo, że jest on na platformie crowdfundingowej, to można go już zamawiać i będzie wysyłany od razu. Występuje w trzech wariantach kolorystycznych, mianowicie czarno-żółtym, czarno-niebieskim oraz czarno-szarym. Korzystacie z takich foteli? Czy producent dobrze wycenił swój produkt? Podzielcie się swoją oceną w komentarzach. Wpis Fotel gamingowy Xiaomi AutoFull już na platformie crowdfundingowej! ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  2. Vivo NEX S jest jednym z najbardziej bezramkowych smartfonów obecnych w tej chwili na rynku – wszystko za sprawą wysuwanej kamery do selfie. Jak wiadomo, elementy mechaniczne są bardziej podatne na uszkodzenia, ale po teście, który przeprowadzono na kanale JerryRigEverything możemy stwierdzić, że ta część telefonu szybko się nie uszkodzi. Jak sprawuje się mechanizm z Vivo NEX? Według mnie, przednia kamerka to element, który najbardziej wyróżnia telefon od Vivo. Wysuwa się ona automatycznie w momencie gdy użytkownik przełączy w aplikacji aparatu na tryb selfie. Prowadzący kanał próbował utrudnić pracę temu mechanizmowi, ale mu się to nie udało. Moduł aparatu jest naprawdę odporny na uszkodzenia – nie szkodzi mu naciskanie. Mocny silniczek sprawił, że kamerka podczas zamykania uwolniła się z uścisku. Myślę, że bardziej groźne mogą być dla niej przypadkowe upadki na twardą powierzchnię. Zack postanowił dokładniej przyjrzeć się kamerce z Vivo NEX i rozkręcił telefon. Wystarczyło kilka ruchów śrubokrętem i już wiemy jak zachowuje się ta kamera. Wcześniej telefon rozebrała także chińska ekipa. Już wiemy gdzie znalazły zastosowanie sprężynki z wypisanych długopisów. Mechanizm aparatu został zamotryzowany, aby uderzenie nie wyrządziło krzywdy silnikowi krokowemu. Całość wygląda dość solidnie, brawo Vivo. Jesteście zdecydowanymi przeciwnikami elementów, które mogą się łatwo uszkodzić czy jest Wam to może obojętne? Co sądzicie o rozwiązaniu z Vivo NEX S? Zapraszam do dyskusji w komentarzach. Wpis Obawiacie się wysuwanego aparatu w Vivo NEX? Nie ma powodu… ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  3. Może tak dla przypomnienia – 2016 rok był „przełomowy” dla Xiaomi pod względem sprzedaży urządzeń ubieralnych. Wtedy wprowadzili Mi Band 2, który został jednym z najlepiej sprzedających się urządzeń z gatunku tych „wearables”. Minęły dwa lata i świat poznał Xiaomi Mi Band 3. Pierwotnie powstał on w trzech wersjach kolorystycznych, ale czy na tym koniec? Czwarty kolor będzie nowością Trzy pierwsze kolory, jakie były dostępne to czarny, niebieski i czerwony. Wiadomo, że opaski można kupować u firm trzecich, jednak bardzo często ich jakość jest dużo nizsza . Aby uczcić notowania w Hong Kongu, producent zdecydował się prawdopodobnie na spersonalizowaną wersję opaski. Wyciek przeźroczystych wersji już miał miejsce, a teraz, rzekomo oficjalne konto Mijia, na Weibo ujawniło zdjęcia „oficjalne”. Kolor się potwierdził i wygląda na to, że będziemy mieli możliwość kupna wersji przeźroczystej. Wydaje się, że poza kolorem opaski nic nie ulegnie zmianie. Materiały czy produkcja pozostanie niezmieniona. Pierwotna wersja wykonana jest z solidnego materiału termoplastycznego, który spełnia wymagania GB/T 26572-2011 jak i UE RoHS. To one mają odpowiadać za to, że nawet po długim noszeniu nie będziemy odczuwać jakiś niedogodności. Na duży plus zalicza się także jednokolorowy i jednoczęściowy proces formowania, przez co opaska mocno owija korpus Mi Banda i zapobiega jej wypadaniu. Jeśli wierzyć statystykom, to przez 17 dni udało się sprzedać ponad miliona sztuk. Kto wie, do jakiej ilości sprzedanych sztuk dobije Xiaomi Mi Band 3, ponieważ zainteresowanie jest spore. Jednak nie każdemu przypadła ona do gustu. Jak wygląda sprawa u was – podoba się, czy nie? Wpis Przeźroczysta wersja Xiaomi Mi Band 3 już niedługo? ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  4. Xiaomi zaprezentowało następce Mi Maxa 2 – dzisiaj światło dziennie ujrzał Xiaomi Mi Max 3. Smartfon prezentuje się bardzo atrakcyjnie, zarówno pod względem wydajności oraz jakości wykonania, a przy tym jego cena będzie atrakcyjna. Bezramkowy, bez Notcha Mi Max 3 został wyposażony w ogromny 6,9 calowy ekran o rozdzielczości 2160×1080 (FHD+) wykonany w technologii IPS. Ramki są bardzo małe, a Xiaomi nie zdecydowało się na dodanie wcięcia na górze, tak jak to miało miejsce w Mi 8. Wymiary całego telefonu to 176,15 mm x 87,4 mm x 7,99 mm, a jego waga to 221 gramów. Warto przypomnieć, że Mi Max 3 jest niemal tych samych rozmiarów co jego poprzednik o czym wspominaliśmy w tym artykule. Czytnik linii papilarnych umieszczono z tyłu, a podwójny aparat został zamontowany w pionie oraz przesunięty na bok tak jak w Redmi Note 5. Telefon wystąpi w trzech wersjach kolorystycznych – czarnej, złotej oraz granatowej. Dobra wydajność Za sprawną pracę urządzenia odpowiada Snapdragon 636 wraz z grafiką Andreno 509. Do tego 4 lub 6 GB pamięci operacyjnej oraz 64 lub 128 GB na pliki użytkownika. Zestaw znany chociażby z niesamowicie popularnego w Polsce Redmi Note 5. Do tego zespół apartu składający się z 12 Mpx (f/1.9) oraz 5Mpx jednostek, a do tego mamy 8 Mpx przedni aparat ze światłem f/2.0. Wiadomo, że telefon obsługuje dwie matryce, mianowicie IMX363 i S5K2L7. Niestety, nie znamy szczegółów na temat ich występowania. Nad pracą aparatów ma czuwać sztuczna inteligencja, przynajmniej w teorii. Ciekawe jakie efekty zobaczymy w praktyce. Gigantyczna bateria Za długą pracę Maxa 3 będzie odpowiadać ogniwo o pojemności 5500 mAh. Pojemność jest naprawdę imponująca, ale weźmy pod uwagę, że smartfon wyposażono w prawie 7 calowy ekran! Urządzenie, tak jak poprzednicy, wspiera szybkie ładownie, zastosowano tu Quick Charge 3.0. Łączność i komunikacja Mi Max 3, tak jak poprzednik, został wyposażony w USB C. Nie zabrakło również klasycznego złącza słuchawkowego jack 3.5 mm. Na pokładzie znalazł się również Bluetooth w wersji 5. Niestety wciąż nie możemy liczyć na płatności zbliżeniowe ponieważ urządzenie nie otrzymało modułu NFC. Na szczęście Mi Max 3 obsługuje wszystkie europejskie pasma LTE, w tym LTE B20. Ceny i dostępność Xiaomi Mi Max 3 z 4 GB pamięci RAM i 64 GB pamięci wewnętrznej – 1699 juanów (ok. 930 złotych) Xiaomi Mi Max 3 z 6 GB pamięci RAM i 128 GB pamięci wewnętrznej – 1999 juanów (ok. 1100 złotych) Smartfon lada moment będzie dostępny w Chinach. Na europejską premierę przyjdzie nam zaczekać zapewne około 2-3 miesięcy. Ceny prezentują się naprawdę dobrze i jeśli tylko ich polskie odpowiedniki nie będą znacznie odbiegać od przedstawionych przez producenta to telefon może zyskać ogromną popularność. Dla mnie osobiście Mi Max 3 to nie wnoszący nic nowego olbrzym z dobrymi podzespołami i atrakcyjnym designem. Jak podoba się Wam? Podzielcie sie z nami Waszymi wrażeniami! Wpis Xiaomi Mi Max 3 zaprezentowany oficjalnie! ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  5. Kto by się spodziewał, że firma taka jak Huami sprzeda ponad milion smartwatchy poza Chinami? Chyba nikt. Część z was pewnie spodziewa się, że to błąd w nazwie i powinno być Huawei, inni myślą o Xiaomi. Nic z tego! Ci co pomyśleli o Xiaomi, można powiedzieć, że jako tako nosa mieli. Huami to firma, która rozwinęła się dzięki współpracy z Xiaomi, to oni stworzyli opaski z serii Mi Band. Pierwszy smartwatch tej marki pojawił się w 2016 roku, natomiast przedwczoraj ogłoszono, że sprzedano już ponad milion Amazfitów. Szacun! Można? Można! Czego tak naprawdę dotyczy ta statystyka/wynik? Wliczono w niego każdy zegarek Amazfit marki Huami Technology. W skład listy wchodzą Huami Amazfit, Amazfit Lite Bip Version, Amazfit Smart Sports Watch 2, 2S Premium Edition jak i Amazfit Cor. Z jednej strony dużo, z drugiej nie do końca. Jak myślicie, takie wyniki przy takiej ilości modeli są na dobrym poziomie? Gdyby uwzględnić to, że Xiaomi Mi Band 3 sprzedało się w ilości 1 miliona w 17 dni, to trochę te zachwyty mogą trochę osłabnąć. Pod koniec maja tego roku poznaliśmy sprawozdanie finansowe za pierwszy kwartał 2018 roku, który kończył się 31 marca. Zgodnie z nim, przychody Huami w tym okresie wyniosły 585.9 mln juanów, co daje nam około 87.27 mln dolarów. Przeliczając to na nasze, jest to jakieś 321.5 mln PLN. Takie wyniki dają wzrost o 77 % względem poprzedniego roku. Nie ma co wybrzydzać, bo wyniki są niezłe a kto wie, co przyniesie przyszłość. Jak myślicie, taka sprzedaż zasługuje na pochwały, czy raczej naganę? Wpis Huami sprzedało ponad milion smartwatchy poza Chinami! ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  6. Prawie 2 miesiące temu pisaliśmy o problemach OnePlus co do nazwy ich szybkiego ładowania. Teraz chiński gigant opatentował nazwę, którą prawdopodobnie zastąpi wcześniejszą. Zauważono też dosyć ciekawą rzecz, która, moim zdaniem, może zwiastować nam, co producent da w OnePlus 6T! Poznajcie Warp Charge! Przybliżę wam pokrótce, dlaczego OnePlus musiało wycofać się ze swoją nazwą dla szybkiego ładowania. Chińczycy złożyli wniosek patentowy w EU i USA co do nazwy Dash Charge w 2016r., przy okazji premiery OnePlus 3. Jednakże, w bieżącym roku europejski urząd odrzucił wniosek. Wszystko za sprawą Bragi i Amazona, którzy to wykorzystywali zwrot „Dash” u siebie w znakach towarowych i występowało prawdopodobieństwo wprowadzenia w błąd. Tak o to OnePlus zaaplikował o opatentowanie znaku towarowego „Warp Charge” parę dni temu. Według wniosku, chcą używać tego znaku dla takich produktów jak: przewody, zasilacze, ładowarki do telefonów, baterie w smartfonach, adaptery, baterie, elektronika, ładowarki do baterii. To nie wszystko, bowiem na końcu listy znajduje się jeszcze jeden, bardzo interesujący punkt. Są nimi ładowarki bezprzewodowe. Czemu to takie ciekawe? Otóż OnePlus nie ma aktualnie w swoim portfolio smartfona, który obsługuje technologię ładowania bezprzewodowego. Jest to też trochę „gryzące się” z tym, iż producent twierdzi, że jest to zbędny dodatek. Jestem przekonany, że jest to celowa zagrywka, według mnie wprowadzą takową funkcję w OnePlus 6T, a potem powiedzą, że słuchają się swojej społeczności. Co sądzicie o takiej zmianie? Zgadzacie się ze mną, co do prawdopodobnego przecieku nt. OnePlus 6T? Wpis OnePlus złożył wniosek o opatentowanie prawdopodobnie nowej nazwy dla Dash Charge! ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  7. W moje ręce trafił budżetowy laptop firmy Lenovo, który ma być idealnym wyborem dla wszystkich tych, którzy potrzebują urządzenia do podstawowych zadań czy pracy biurowej. IdeaPad 320 towarzyszył mi przez ostatnie dwa tygodnie zarówno podczas pisania tekstów jak i był moim centrum multimedialnym. Jak sprzęt wypadł w testach? Czy warto się nim zainteresować? Zapraszamy na recenzję! Specyfikacja Procesor: Intel Pentium N4200 składający się z czterech rdzeni o taktowaniu od 1,1 GHz do 2,5 GHz Pamięć RAM: 4 GB (możliwość rozbudowy do 8 GB) Dysk: 256 GB SSD SATA Ekran: matowa matryca LED o przekątnej 15,6 cala i rozdzielczości HD (1366 x 768 pikseli) Karta graficzna: Intel HD Graphics 505 Łączność: LAN 10/100 Mbps, Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, moduł Bluetooth Wejścia / wyjścia: USB 3.0, USB 2.0, HDMI, czytnik kart pamięci, RJ-45, wyjście słuchawkowe, wejścia zasilania Bateria: 2-komorowa, 4000 mAh System: Microsoft Windows 10 Wymiary: 22,9 x 260 x 378 mm Waga: 1,99 kg Dodatkowo: nagrywarka DVD+/-RW DualLayer, kamera internetowa 0,3 Mpix, wbudowane głośniki stereo, dwa mikrofony Wygląd i jakość wykonania Wszystkie porty zostały umiejscowione z lewej strony. Tam też znajdziemy dwie diody, które informują nas o tym czy laptop jest włączony oraz czy podłączony jest kabel ładowania. Z prawej strony natomiast znajdują się nagrywarka. Producenci coraz częściej odchodzą od czytnika płyt CD/DVD, ale dla wielu osób może to być ogromna zaleta. Lenovo IdeaPad 320 wykonany jest w całości z tworzywa niezłej jakości. Całość jest nie najgorzej spasowana, a korzystając z laptopa nie uświadczymy niespodziewanych trzasków. Niepokój budzi klapa górna, którą możemy wyginać bez użycia większej siły. Dodatkowo w moim egzemplarzu w jednym miejscu ramka ekranu nie przylega idealnie do matrycy. Mam wrażenie, że Lenovo nie przyłożyło specjalnej wagi do kontroli jakości, a szkoda, bo pierwsze wrażenie było naprawdę dobre. Klawiatura i touchpad IdeaPad 320 jest urządzeniem stworzonym do pracy biurowej czy przeglądania internetu. I tutaj wyjątkowo ważna jest zarówno klawiatura jak i touchpad. Zacznijmy od klawiatury, która moim zdaniem jest ogromnym zaskoczeniem. Klawisze posiadają idealny skok, a pisanie jest wyjątkowo szybkie i wygodne. Nie należy ona do najcichszych, ale jednocześnie nie jest na tyle głośna by irytować użytkownika swoim dźwiękiem. Gładzik jest precyzyjny i odpowiedniej czułości. Korzystanie z niego jest naprawdę przyjemne i przyznaję, że nie czułem potrzeby by korzystać z dodatkowej myszki. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić to mógłby być trochę większy, bo miejsca dookoła niego jest aż nadmiar. Podsumowując – zarówno klawiatura jak i touchpad są bardzo miłym zaskoczeniem w tym przedziale cenowym. Ekran Lenovo IdeaPad 320 wyposażony jest w 15-calowy ekran o rozdzielczości HD. I, niestety, moim zdaniem 1366 x 768 pikseli to zbyt mało dla wyświetlacza o tej przekątnej. Przestrzeń robocza nie jest zbyt duża, a jakość obrazu pozostawia wiele do życzenia. Jednak ekran w IdeaPad 320 to nie tylko wady. Kąty widzenia są naprawdę świetne. Na pochwałę zasługuje także matowa matryca, z której możemy bez żadnego problemu korzystać nawet w pełnym słońcu. Kolejnym plusem jest minimalna jasność. Maksymalna mogłaby być trochę większa, ale nie jest to ogromną wadą. Patrząc jednak przez pryzmat ceny – nie jest źle. Bateria Czas pracy na jednym ładowaniu jest dla mnie jedną z najważniejszych kwestii w przypadku laptopów. I tutaj Lenovo IdeaPad 320 wypadł naprawdę nieźle. Podczas przeglądania internetu czy pisania urządzenie wytrzyma około 5-6 godzin. Czas ten możemy wydłużyć zmniejszając jasność oraz wyłączając WiFi, ale rozwiązanie to jest dobre jedynie dla małego grona użytkowników, którzy w codziennej pracy nie potrzebują dostępu do internetu. Oglądanie filmów skraca czas działania do około 4-4,5 godziny. Granie w gry bez podłączonego zasilacza nie ma żadnego sensu z powodu jeszcze niższej, niż standardowa, wydajności. Ogromną zaletą jest wielkość kabla zasilającego. Ten możemy bez problemu ze sobą zebrać w plecaku czy torbie, a co za tym idzie możemy naładować urządzenie także poza domem. Codzienne użytkowanie Kupując nowego laptopa za około 1700 zł nie możemy oczekiwać cudów. I w przypadku Lenovo IdeaPad 320 cudów tych nie uświadczymy. Intel Pentium N4200 jest niezłym procesorem, który bez problemu daje radę przy przeglądaniu internetu czy w aplikacjach biurowych. Pisanie tekstów było przyjemne, a surfowanie po sieci czy oglądanie filmów nie powodowało jakichkolwiek większych przycięć. Oczywiście momentami laptop potrzebował kilku dodatkowych sekund by „pomyśleć”, ale patrząc na specyfikację nie powinno to nikogo dziwić. Minusem są 4 GB RAMu. Na szczęście nie musimy od razu decydować się na droższą wersję wyposażoną w 8 GB pamięci RAM. Jeżeli chcemy możemy dokupić dodatkową pamięć gdy podstawowe 4 GB będą niewystarczające. Większa liczba kart w przeglądarce i jednoczesne uruchomienie Spotify czy Tidala potrafi sprawić, że wszystko wczytuje się znacznie wolniej. Sprzęt ten waży niespełna 2 kg co jest niezłym wynikiem jak na 15-calówkę. Tym samym będzie idealnym wyborem dla wszystkich tych, którzy potrzebują lekkiego laptopa z większym ekranem, który jednocześnie nie wyczyści do cna ich portfela. Co z grami? Oczywiście na wstępie muszę zaznaczyć, że Lenovo IdeaPad 320 nie jest urządzeń przeznaczonym dla wymagających graczy. Intel Pentium N4200 w połączeniu z kartą grafiki Intel HD Graphics 505 i 4 GB RAMu dadzą radę jedynie w starszych lub mniej wymagających produkcjach. Nie byłbym jednak sobą gdybym nie sprawdził popularniejszych gier, w które sam, jak już znajdę chwilę, gram. W Counter Strike GO Intel IdeaPad 320 osiągał około 35-40 klatek na sekundę na najniższych możliwych ustawieniach. Grać się dało, ale do pełnej przyjemności sporo brakowało. Fortnite był praktycznie niegrywalny, z powodu licznych spadków do nawet 6-10 FPS. Bardziej wymagających gier nie instalowałem, bo większość z nich najprawdopodobniej nawet by się nie uruchomiła. Sytuacja ulega diametralnej zmianie gdy sięgniemy po starsze tytuły. Po raz kolejny wróciłem do Gothica II, który działał naprawdę dobrze. W bardziej dynamicznych momentach występowały delikatne przycięcia, ale nie wpływało to na jakość rozgrywki. Kultura pracy I tutaj Lenovo IdeaPad 320 po raz kolejny mnie zaskoczył. Laptop podczas większości testów był cichy i chłodny. I to nawet w przypadku włączenia większej liczby programów czy kilkunastu kart w przeglądarce. Uruchomienie CS GO czy Fortnite sprawiało wprawdzie szybki wzrost temperatury obudowy, w szczególności pomiędzy klawiaturą a zawiasami, ale musimy pamiętać o tym, że nie jest to sprzęt stworzony do grania w tego typu gry. Kultura pracy stoi na naprawdę wysokim poziomie. Wpis Recenzja budżetowej 15-calówki czyli Lenovo IdeaPad 320 ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  8. Podczas premiery Xiaomi Mi6, zaprezentowano niebieską wersję tego flagowca. Wyglądała naprawdę fantastycznie, zarówno na zdjęciach, jak i na żywo. Zrobił ogromną furorę wśród fanów tej marki. Podobnie było z niebieskim Mi Note 3. Ludzie rzucili się na niego i stał się już ciężko dostępny. Chiński gigant dostrzegł, że ludziom podoba się ten kolor i nadchodzący Mi Max 3 pojawił się na oficjalnych renderach między innymi w tej barwie. Dostrzeżono na nich coś jeszcze… „I'm blue da ba dee da ba daa…” W internecie pojawia się coraz więcej informacji na temat następcy serii Mi Max. Jak wspomniałem wcześniej, na oficjalnych renderach ukazał się on w niebieskim wariancie. Możecie zobaczyć go wśród zdjęć w galerii poniżej. Wygląda naprawdę świetnie. Sam smartfon przypomina, jak dla mnie, Redmi Note 5 „na sterydach”. Wyglądają bardzo podobnie i nie tylko ja tak uważam. Dzięki tym renderom dowiedzieliśmy się również, iż Mi Max 3 nie zostanie pozbawiony analogowego złącza słuchawkowego Jack 3.5 mm. Prawdopodobna specyfikacja Podsumujmy wszystkie dotychczasowe przecieki. Xiaomi Mi Max 3 w bazie dancyh TENAA ukazał się pod trzema nazwami kodowymi: M1804E4T, M1804E4A i M1804E4C. Wszystkie 3 otrzymają 6.9″ ekran o proporcjach 18:9. Każdy z nich wyposażony zostanie z układ Qualcomm Snapdragon 636. M1804E4T oraz M1804E4A będą występować w następujących wersjach RAM/ROM: 3 GB/32 GB, 4 GB/64 GB oraz 6 GB/128 GB. Ten z literką „C” na końcu w nazwie kodowej ma być dostępny tylko w wersji 4 GB/64 GB. Główny aparat będzie w konfiguracji 12 MP + 5 MP, natomiast z przodu znajdziemy „oczko” 8 MP… Z wyjątkiem znowu tego M1804E4C, gdyż tu ma znajdować się matryca o rozdzielczości 5 MP. Zastanawia mnie tylko, czym w takim razie będą się różnić w rzeczywistości M1804E4T oraz M1804E4A, bo ich specyfikacja wygląda identycznie, po prostu „kropka w kropkę”. Mi Max 3 otrzyma ogniwo o pojemności 5400 mAh, a ważyć ma 221g. Na rynku ukaże się już z Androidem 8.1 Oreo z autorską modyfikacją MIUI, zapewne w wersji 10. Jeśli chodzi o porty, jak wspomniałem wcześniej, znajdziemy tutaj na górnej krawędzi Jack 3.5 mm, natomiast na dolnej ulokowano USB typu C. Większy ekran nie oznacza większy telefon Jeśli chodzi o rozmiar, Mi Max 3 będzie miał praktycznie identyczne wymiary, co jego poprzednik. Mi Max 2 ma 174.10 x 88.70 x 7.60 mm, natomiast Mi Max 3 176.15 x 87.4 x 7.99 mm. Różnica ta praktycznie będzie niezauważalna. Nawet pojawiło się zdjęcie porównawcze. Spójrzcie! Jak widać, ekran jest większy, ale to za sprawą proporcji 18:9 w nowszym modelu. Krążą słuchy także o Mi Max 3 Pro ze Snapdragonem 710 na pokładzie. Jednakże, z nim jest trochę jak z Atlantydą, coś niby słyszało się o niej, każdy chciałby ją zobaczyć, jednakże nie ma oficjalnych dowodów na istnienie czegoś takiego. Premiera ma nastąpić już 19 lipca, już jutro! Osobiście mocno zastanawiam się nad odłożeniem pewnej kwoty i zamianie mojego dotychczasowego Mi A1 na Mi Max 3. Czekacie na jego premierę tak jak ja? Wpis Niebieski Mi Max 3 ze złączem słuchawkowym pojawił się na oficjalnych renderach ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  9. Oficjalnie sankcje wobec ZTE zostały zdjęte i jak widać, nie każdemu to się podoba. Marco Rubio, republikański senator powiedział, że powinno się zamknąć ZTE. Nie raz krytykował on postawę Donalda Trumpa, który chciał pomóc chińskiej firmie. Od senatora Marco można było usłyszeć wiele negatywnych opinii na temat samego prezydenta USA jak i „umowy” między nimi a producentem. Jasna sprawa dla republikana Dla senatora sytuacja jest prosta i klarowna – skoro złamali przepisy, szpiegowali czy okradali amerykanów z danych, nie powinno być dla nich miejsca na rynku. 47-letni reprezentant Florydy był jednym z najgłośniejszych zwolenników przywrócenia sankcji na ZTE. Senat chce ich odciąć od sprzętu i oprogramowania z USA na siedem lat, co doprowadziłoby zapewne do bankructwa firmy. Jeśli izba zdecyduje się na takie kroki, jakie podjął senat, czyli projekt ustawy „anty-ZTE”, to nawet Donald Trump nie będzie mógł pomóc. Sprawa sama w sobie jest bardziej zakręcona, ponieważ są odpowiednie zależności na linii ustawa-izba-senat. Ustawa może spowodować wyłączenie rządu jeśli jednak izba nie będzie tak samo zdecydowana, senat nie zgodzi się na kompromis, a prezydent jej nie podpisze. ZTE zakłada, że pierwsze półrocze przyniosło im straty rzędu 1 mld dolarów – poinformowali oni o tym w najnowszych raportach finansowych. Jeśli podsumować by wszelakie zależności, które mogą wyniknąć z zakazu, straty zapewne są dużo większe, niże wspomniana kwota. Jedyne co zostaje ZTE, to ciężka praca, aby odbudować wizerunek, który stracili w mgnieniu oka. Wiele osób wierzy w to, że firmie uda się ponownie wrócić na salony i trzymają za nich kciuki. Sugeruje się, że ZTE zdecyduje się na kredyty w chińskich bankach, aby w jakiś sposób zredukować chwilowo te straty. Mimo wszystko, niedawno informowali, że ich finanse nie ucierpiały aż tak i stać ich na to, aby wrócić do gry. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Gdyby ktoś chciał prześledzić krok po kroku, jak przebiegała sprawa, polecam przejrzeć artykuły pod tym linkiem. Po której stronie barykady stoicie? Wpis Senator republikanów – ZTE powinno być wyeliminowane z biznesu ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  10. GizChina Polska

    Nowy smartfon od OPPO dostrzeżono w TENAA. Jest to urządzenie o nazwie kodowej PAHM00 i ma być tańszym odpowiednikiem OPPO Find X. Z tego co można zobaczyć, zapowiada się naprawdę ciekawie. Zakrzywione krawędzie i nowoczesny wygląd może przyciągnąć klientów. Po premierze zobaczymy, czy to się sprawdzi. Zbyt wiele nie wiadomo Niestety, jak to bywa w przypadku TENAA, nie dowiadujemy się zbyt wielu informacji na jego temat. Ma on na pewno wspierać łączność TD-LTE, czyli tak jak jego starszy brat. Model OPPO PAHM00 pojawił się także w GeekBench. Jeśli to prawda, to możemy oczekiwać Snapdragona 835 wraz z 8 GB RAMu. Z takimi parametrami, jego cena powinna być sporo niższa, niż 999 Euro za Find X. Zakrzywiony ekran jak i Snapdragon 835 są raczej pewne, lecz nie w stu procentach – największą niewiadomą jest aparat. To w końcu z tego zasłynął model Find X. Kto wie, czy nie ujrzymy nowego smartfona z uciętymi funkcjami, które są kosztowne. Coś jak Vivo Nex A. Jak ma być taniej, to będzie! Wracając do samego OPPO Find X, to jest to swego rodzaju fenomen. Pobił on rekord sprzedaży w Chinach na największych platformach sprzedaży internetowej. Standardowo, jego cena wynosi 749 $, co nie jest najmniejszą kwotą, a jednak osiągnął spory sukces. Jak myślicie, wysuwany aparat „zrobił robotę”? W końcu takie rozwiązanie jest nowością. Dodajmy do tego O-Face, zakrzywiony ekran AMOLED jak i topową specyfikację. Wszystko to wpływa na cenę jak i na spore zainteresowanie. Jakie wrażenia ma temat Find X bądź decyzji o jego słabszej wersji? Wpis Tańszy OPPO Find X w TENAA ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  11. Huawei niedawno zaprezentował następcę Talkbanda B3 – model B5. Czym w ogóle jest to urządzenie? Jest to ciekawa hybryda opaski sportowej, smartwatcha oraz słuchawki Bluetooth. Połączenie te może to brzmieć dziwnie, ale skoro to nie pierwsza generacja tego sprzętu, to musi mieć on swoje grono odbiorców. Czym cechuje się Huawei Talkband B5? Na pierwszy rzut oka Huawei TalkBand B5 wygląda na zwyczajny, sportowy smartband. Został on wyposażony w ekran AMOLED o przekątnej 1,13 cala i rozdzielczości 300 na 160 pikseli. Wyświetlacz ten został pokryty zakrzywionym szkłem 2.5D. Wszystko wygląda standardowo dopóki nie wyjmiemy serca urządzenia z opaski która trzyma go na naszej ręce. Po wyjęciu sprzęt ten wygląda jak douszna słuchawka Bluetooth. W tym trybie urządzenie ma oferować dobrą jakość dźwięku zarówno wysyłanego, jak i odbieranego przez nią, wszystko to za sprawą dobrej jakości chipu audio oraz dwóch mikrofonów. Mikrofony te mają za zadanie dobrze odszumić nasz głos i usunąć hałasy otoczenia. Oczywiście Huawei TalkBand B5 sam w sobie slotu na kartę SIM nie ma, do wykonywania połączeń potrzebny jest telefon, z którym połączy się za pomocą Bluetooth 4.2. Współpracuje ona tylko z telefonami z systemam Android 4.4 oraz iOS 9.0 lub wersjami nowszymi od tych. Opaska została wyposażona w technologię TruSeen 2.0 i powiązaną z nią TruSleep 2.0. Pierwsza odpowiada za mierzenie tętna przez cały dzień i analizowanie pracy naszego serca, druga natomiast analizuje nasz sen, dzięki czemu wiemy chociażby czy odpowiednio długo trwa faza głębokiego snu (REM). Oprócz tego, Huawei TalkBand B5 spełnia normę IP67, dzięki czemu kąpiele i pył nie są mu straszne. Opaska mierzy naszą aktywność w ciągu dnia, przebyty dystans i spalone kalorie. Została ona wyposażona w baterię o pojemności 108mAh, waży 40 gramów, wliczając pasek. Będzie oferowana w dwóch wariantach, mianowicie: sportowym, z trzema paskami w różnych kolorach, oraz wersję Business z metalową bransoletą. Dodatkowo, oferowane będą inne, dodatkowe paski wykonane ze skóry. Wpis Huawei TalkBand B5 – hybrydowa opaska i słuchawka Bluetooth! ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  12. W ostatnim czasie pojawiło się sporo informacji na temat przyszłych telefonów Xiaomi, ale spokojnie, nie zapomnieliśmy o Meizu. Wcześniej dowiedzieliśmy się całkiem sporo na temat flagowca Meizu, głównie za sprawą informacji publikowanych przez założyciela firmy – Huang Zhanga. Teraz pojawiły się przecieki dotyczące wyglądu Meizu 16 Plus. Meizu 16 Plus inne niż reszta? Na Weibo wyciekło zdjęcie, które rzekomo ukazuje szklany panel należący do Meizu 16 Plus, który leży obok bezramkowego Oppo Find X. Widać, że ekipa z Meizu wróciła na stare, dobre tory i Meizu 16 kontynuuje ciąg innowacyjnych urządzeń. Telefon będzie wyglądać świetnie, jeśli przeciek okaże się prawdziwy. Ramki boczne są naprawdę wąskie, a górna i dolna mają tylko po kilka milimetrów. Wcześniej słyszeliśmy, że ramki w Meizu 16 mogą być mniejsze niż w Samsungu S9+ i nie widzę w tym koloryzowania. U góry, po prawej stronie znajduje się przednie kamera, więc zrezygnowano z idealnej symetrii znanej z Meizu 15. Patrząc po rozmiarach Oppo Find X, szacuję, że ekran Meizu 16 Plus może mieć około 6,5 cala o proporcjach 18:9. Będzie prawdopodobnie tak duży jak Mi Max 2. Więcej dowiemy się na oficjalnej premierze, która ma się odbyć już w przyszłym miesiącu. Czekaliście na ogromny telefon od Meizu, czy uważacie, że tak wielki ekran to jednak lekka przesada? Wpis Front Meizu 16 Plus znów pojawił się w sieci ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  13. Nie od dziś chińskie firmy współpracują z producentami samochodów. Huawei wydało ekskluzywną edycję Mate 9, Mate 10 i Mate RS w kolaboracji z niemieckim producentem aut – Porsche. Oppo, przy specjalnej edycji modelu Find X postawiło na włoski akcent, swoje „trzy grosze” dorzuciło do niego Lamborghini. Teraz, firma – córka pierwszego z nich, Honor, prawdopodobnie zaprojektuje Honora Note 10 w specjalnym wydaniu przy współpracy z Rolls Royce! Honor Note 10, piękno samo w sobie… A co gdyby dodać do tego trochę brytyjskiego akcentu? Rolls Royce ma w swojej ofercie, moim zdaniem, jedne z najpiękniejszych aut, które nadal mają w sobie taką nutkę klasycznego wyglądu aut. Niejednokrotnie pojazdy spod skrzydeł tej marki pojawiły się chociażby w filmach z serii James Bond. Najnowsze doniesienia z Chin mówią, iż ma pojawić się specjalna wersja Honora Note 10 przy współpracy z tą marką w kolorystyce Mirror Silver. Ma mieć wygrawerowane logo Rolls Royce na pleckach. Mówi się, że jego cena ma wynosić 9998 juanów, czyli prawie 5500 złotych. To wciąż taniej, aniżeli specjalne wersje Huawei Mate RS czy Oppo Find X, lecz wciąż to jest to niemała kwota. W sieci ukazało się także zdjęcie, które ma pokazywać wszystkie wersje kolorystyczne, w tym tę ekskluzywną, nadchodzącego smartfona. Możecie je zobaczyć poniżej. Przypuszczalna specyfikacja Honora Note 10 Urządzenie to ma dostać ekran 6.9″ QHD+, a za jego wydajność ma odpowiadać autorska jednostka Kirin 970 wraz z 6 GB pamięci operacyjnej. Na nasze dane prawdopodobnie dostaniemy 128 GB pamięci wewnętrznej. Jeśli chodzi o baterię, tu może być bardzo ciekawie, gdyż mówi się nawet o 6000 mAh! To może być naprawdę bardzo interesujący smartfon. Co myślicie o takiej kolaboracji dwóch marek? Piszcie w komemntarzach! Wpis Specjalny wariant Honor Note 10 może powstać przy współpracy z Rolls Royce ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  14. Polska dystrybucja Xiaomi nie zamierza spoczywać na laurach. Wyniki sprzedażowe mówią jasno – z miesiąca na miesiąc popularność chińskiego giganta w naszym kraju rośnie. Z tego powodu już 21 lipca o godzinie 11.00 zostanie otwarty kolejny Mi Store. Tym razem wybór padł na Wrocław! Szalone promocje dla pierwszych klientów Lokalny dystrybutor, Ingram Micro, oficjalnie otworzy nowy sklep Xiaomi już w najbliższą sobotę. Mi Store ma powierzchnię 106 metrów kwadratowych i znajduje się w Pasażu Grunwaldzkim przy Placu Grunwaldzkim 22. Pierwszy w Polsce sklep giganta z Państwa Środka powstał w Krakowie. Tam pojawił się ogrom ludzi, którzy chcieli skorzystać z wyjątkowych okazji cenowych. Patrząc na promocje, które czekają we Wrocławiu możemy być pewni, że otwarcie przyciągnie jeszcze więcej fanów marki. Co będzie objęte promocją? Pełną listę znajdziecie poniżej: Xiaomi Mi Mix 2S za 777 zł (7 sztuk) Xiaomi Redmi Note 5 32 GB za 499 zł (100 sztuk) Waga Smart Scale w cenie 49 zł (100 sztuk) Mi Electric Toothbrush za 99 zł (100 sztuk) To jeszcze nie wszystko. Wraz z otwarciem swoją premierę będą mieć dwa nowe produkty chińskiego producenta – odkurzacz Mi Robot Vacuum (1299 zł) oraz Mi Laptop Air 13,3 (4299 zł). Przy zakupie któregoś z premierowych urządzeń otrzymamy dodatkowo bon o wartości 300 zł do wykorzystania na kolejne zakupy w Mi Store. Nadal mało? Do każdego telefonu, spoza oferty promocyjnej, otrzymamy ręcznik Xiaomi w prezencie. Oczywiście nie zabraknie licznych niespodzianek, atrakcji czy konkursów. Pierwsze sto osób, które odwiedzi salon otrzyma dodatkowo pamiątkową koszulkę. Ci z was, którzy nie będą mogli osobiście pojawić się we Wrocławiu mogą liczyć na relację z otwarcia na naszym portalu! Wybieracie się na otwarcie trzeciego w Polsce Mi Store? Czekamy na komentarze! Wpis Trzeci Mi Store powstaje we Wrocławiu. Na fanów czekają świetne promocje! ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
  15. Budżetowce – może wydawać się, że ta klasa smartfonów nie znaczy za wiele na rynku. Nic bardziej mylnego! Nie każdego stać na topowego, czy nawet średniej klasy smartfona, bądź po prostu niektórzy nie czują potrzeby posiadania takowego sprzętu. Mowa tu przede wszystkim o dzieciach lub osobach starszych, którzy to raczej nie są bardzo wymagającymi użytkownikami. W listopadzie 2016 roku Xiaomi wypuściło Redmi 4A, który w swojej półce cenowej (~350 zł z Chin) nie miał sobie równych. W październiku, rok temu, światło dzienne ujrzał Redmi 5A, który jest poprawioną wersją pod kątem wykonania (choć z minimalnie mniejszą baterią) poprzednika. Chwilę przed nim, konkurenta zaprezentowało Meizu. Zapraszam was na recenzję Meizu M6, bardzo ciekawego budżetowca. Pudełko oraz akcesoria Meizu M6 przychodzi w schludnym, znanym z wielu innych urządzeń, dwuczęściowym pudełku. Po ściągnięciu wiekeczka, oczom ukaże się smartfon, a pod nim wąskie, podłużne pudełeczko. W jego ściance umieszczono kluczyk do wyjmowania tacki na karty SIM, a w wśrodku znajdziemy wszystkie „papiery” telefonu. Muszę przyznać, że miałem delikatny problem z wyjęciem tego kluczyka. Pod nim jest jeszcze jedno opakowanie, w którym umieszczono przewód micro USB oraz ładowarkę sieciową 5V / 1.5A. Całkowicie standardowe wyposażenie, jak i pudełko, w tej półce cenowej. Wykonanie, wygląd, ekran. Z przodu znajdziemy ekran 720p o przekątnej 5.2″. Daje to zagęszczenie o wartości 282 pikseli na cal. Szkło, którym został pokryty, jest zakrzywione na brzegach w technologii 2.5D. Ekran ma całkiem dobre minimalne, jak i maksymalne podświetlenie, kąty widzenia są dobre, a wyświetlane kolory są poprawne i nie przesycone. Mimo, iż od ponad 1.5 roku nie korzystałem ze smartfona z rozdzielczością mniejszą niż 1080p, to nie dostrzegłem gigantycznej różnicy w jakości obrazu. Wszystko jest jak najbardziej czytelne, nie ma efektu „pikselozy”. Nad wyświetlaczem znajduje się głośnik do rozmów, a na prawo od niego – aparat przedni. Na dole frontu urządzenia znajduje się przycisk mTouch. Czym jest mTouch? Opowiem o tym trochę więcej w dalszej części tekstu. Na górnej krawędzi bryły smartfona ulokowano port słuchawkowy Jack 3.5 mm, na przeciwnej krawędzi – mikrofon, micro USB oraz głośnik multimedialny. Na prawym boku urządzenia umiejscowiono przyciski głośności oraz power, natomiast na lewym boku znajdziemy tackę na karty SIM. Osobiście nie pasuje mi ulokowanie złącza micro USB oraz portu słuchawkowego na dwóch osobnych krawędziach. Z tym telefonem często zdarzało mi się wychodzić z domu z powerbankiem, a w momencie gdy jednocześnie słuchałem muzyki oraz ładowałem smartfona, to jeden z przewodów był narażony na uszkodzenie. Dlaczego? Po prostu był mocno zgięty na dnie kieszeni. Przyznam, że tym oto sposobem, podczas testów, „uśmierciłem” fabryczny przewód od powerbanka Xiaomi. Na testy otrzymałem Meizu M6 w niebieskiej wersji kolorystycznej. Przyznam, że wygląda świetnie i trafili w mój gust. Same plecki są wykonane z poliwęglanu, który bardzo dobrze imituje metal. Blisko górnej krawędzi ulokowano aparat wraz z diodą doświetlającą, a trochę pod nimi widzimy logo producenta. Obudowa odrobinę trzeszczy przy mocniejszym przyciśnięciu na środku obudowy, chociaż i tak jest lepiej, niż w przypadku Redmi 4A, jednakże w Redmi 5A nie ma to miejsca. Telefon, ważący 143 gramy i mający 8.3 mm grubości, pewnie leży w dłoni. Jak na tę klasę urządzeń mobilnych, jest całkiem nieźle. Specyfikacja „na sucho” Ekran IPS 5.2″ o rozdzielczości 1280 x 720 pikseli Procesor Mediatek MT6750 Grafika Mali-T860 2 GB RAMu 16 GB pamięci wewnętrznej 13 – megapikselowy aparat tylni o świetle f/2.2 8 – megapikselowy aparat przedni o świetle f/2.0 Bateria o pojemności 3070 mAh Dodatkowo: dual SIM, micro USB, czytnik linii papilarnych Wymiary: 148.2 x 72.8 x 8.3 mm Waga: 143 gramy Przycisk mTouch Wspomniałem wcześniej o przycisku mTouch. To technologia stosowana w smartfonach Meizu. Pełni on rolę fizycznego przycisku home oraz czytnika linii papilarnych, który jest bardzo dokładny i szybki. Przyznam, że jest lepszy, aniżeli ten znany mi z S6 Edge, lecz nie jest szybszy od tego z Redmi Note 4, bądź Mi A1. Mimo wszystko, byłem pod wielkim wrażeniem, gdy pierwszy raz z niego skorzystałem. To nie koniec! W momencie, gdy wyłączymy przyciski ekranowe, po „tapnięciu” działa jak przycisk wstecz, po wciśnięciu – home, a gdy przejedziemy palcem od dolnej krawędzi ekranu w górę, naszym oczom ukaże się lista ostatnich aplikacji. Jest to bardzo przyjemna funkcja, która bardzo przypadła mi do gustu. Oprogramowanie FlymeOS Smartfon przyszedł do mnie z Androidem 7.0 wraz z autorską modyfikacją, FlymeOS, w wersji 6.2.0.4G. Z początku byłem sceptycznie do niej nastawiony. Bardzo brakowało mi chociażby opcji zmieniania siatki aplikacji. Z czasem utrwaliłem moją opinię o niej. FlymeOS kompletnie nie przypadł mi do gustu. Zauważyłem nawet, że brakuje tu osobnego suwaka to ustalenia poziomu głośności budzika. Tym oto sposobem, gdy wieczorem, zmęczony, odruchowo włączyłem budzik i wyciszyłem telefon, rano na próżno było czekać na jakikolwiek dźwięk. Jak się okazało, jego głośność można ustawić podczas ustawiania szczegółów alarmu. Dla mnie to lekkie nieporozumienie. Osobiście o wiele bardziej spodobało mi się MIUI, dostępne na rywalu, Redmi 5A. Nie korzystam z niego na co dzień, lecz swojego czasu miałem smartfona z tym oprogramowaniem. Jest ono bardziej funkcjonalne, przejrzyste, dopracowane. Takie są przynajmniej moje odczucia. Aparat W Meizu M6 producent z tyłu umieścił aparat o rozdzielczości 13 Mpix ze światłem f/2.2, natomiast z przodu – 8 Mpix o świetle f/2.0. Nie posiadają one ani optycznej, ani elektronicznej stabilizacji obrazu. Zanim przejdziemy do omówienia samych zdjęć wykonywanych nimi, przedstawię pokrótce aplikację aparatu. Oprogramowanie jest bardzo proste w obsłudze. Na górnej belce widzimy 5 przycisków, kolejno od lewej: tryby, lampa błyskowa, HDR, filtry, ustawienia. Przesuwając palcem w lewo uruchomimy tryb upiększania zdjęć, a w prawo- nagrywanie wideo. Zatrzymajmy się na chwile przy pierwszej opcji z górnej belki. Wśród trybów mamy tryb Pro (ręczny), a w nim mamy możliwość zmiany 7 opcji, kolejno od lewej: czas naświetlania (nawet do 10 sekund), ISO (od 100 do 1600), focus, kompensacja ekspozycji, nasycenie, kontrast, balans bieli (nie uchwycony na zrzucie ekranowym). Jeśli chodzi o same zdjęcia, w ciągu dnia aparat tylny radzi sobie całkiem nieźle. Oczywiście, oceniam go biorąc pod uwagę niewielki koszt urządzenia. Zauważyłem natomiast jeden mankament, mianowicie łapanie ostrości. Często, podczas robienia zdjęć, Meizu M6 gubił ostrość, a manualnie ustawiałem punkt ostrości dobre 5 razy, nim udało się ją złapać prawidłowo. Pomijając ten problem, jest naprawdę w porządku. Przedni aparat jest całkiem niezły. Myślę, że dla okazjonalnych „selfiakowców” będzie jak najbardziej akceptowalny. Poniżej macie przykładowe fotki. W nocy, nie będę ukrywał, jest tragicznie. Brak ostrości, szumy, niekiedy kolorowe piksele pojedyncze. No cóż, pamiętajmy o tym, że ten telefon to nie jest najwyższa półka, a wręcz przeciwnie. Nie możemy oczekiwać zbyt wiele. Zdjęcia z Meizu M6 oraz Redmi 5A są dosyć podobnej jakości. Warto zauważyć, iż smartfon od Xiaomi nie ma tak rozbudowanego trybu ręcznego. Co do filmów, oba aparaty, mogą nagrywać w rozdzielczości FullHD. Nagrane materiały nie są wybitnej jakości. Są po prostu przeciętne, lecz ciągle pamiętajmy, z jakim typem urządzenia mamy do czynienia. Jak wspomniałem wcześniej, brak tu jakiejkolwiek stabilizacji obrazu, więc ciężko o płynne ujęcia. Autofocus, niby jest, lecz w praktyce są bardzo duże problemy z jego działaniem. Robiłem trzykrotnie test i nie udało się zmienić punktu ostrości na moją dłoń, którą podkładałem. Materiał z ukazanym problemem możecie zobaczyć TUTAJ. Jeśli chodzi o Redmi 5A, sama jakość jest dosyć podobna, lecz nie ma takiego problemu z autofocusem podczas nagrywania. Wydajność Sercem Meizu M6 jest układ MediaTek MT6750. Jest to 8 – rdzeniowa jednostka, 4x 1.5 GHz Cortex-A53 oraz 4x 1 GHz Cortex-A53. Wyposażony jest w układ graficzny Mali-T860. SoC wspomagany jest przez, w moim przypadku, 2 GB RAMu LPDDR3. Od ponad 3 lat nie korzystałem z układów tajwańskiego producenta. Niestety, nie jestem w stanie wypowiedzieć się zbyt dobrze o działaniu telefonu. Działa, tragedii też nie ma, ale jednak aplikacje nie są trzymane w RAMie, bo jest go za mało, a procesor jest dość wolny, prądożerny, nagrzewa się dosyć mocno. Bardzo irytowało mnie, gdy podczas słuchania muzyki ze Spotify, ten niespodziewanie się wyłączał i tak w kółko co mniej więcej 10 minut. Sam pulpit, po wciśnięciu przycisku home podczas korzystania z jakiejś aplikacji, ładował się dobre 6 sekund. U konkurenta od Xiaomi, ten proces jest o wiele szybszy. Jeśli chodzi o „cyferki”, to w GeekBench 4 osiągnął on 625 punktów w teście pojedynczego rdzenia, natomiast w wielordzeniowym teście – 2447 punktów. W pierwszym teście osiągnął niewiele gorszy wynik od Redmi 5A, lecz w drugim osiągnął przewagę ponad 400 punktów. Smartfon bez problemu umożliwia płynną rozgrywkę w niewymagające giery, np. Hill Climb Racing 2 czy też Fallout Shelter, chociaż z tą drugą miał momentami lekkie problemy, gra zacinała się na sekundę, może dwie. Poradził sobie całkiem nieźle także z Asphlat 8, zdarzał się jednak momentami spadki klatek, które psuły przyjemność z gry. Bateria Tutaj nie jest za ciekawie. Niby jest tu bateria o pojemności 3070 mAh, a odczuwam to tak, jakby to była połowa deklarowanej pojemności. Czas włączonego ekranu pod odpięciu od ładowarku wahał się od godziny i 15 minut do jakichś dwóch godzin w trybie mieszanym, w podobnych proporcjach czasu na LTE do czasu na WiFi, na samym WiFi dało radę wycisnąć momentami nawet dwie i pół godziny. W momencie, gdy ekran był wygaszony, to poziom naładowania baterii spadał niesamowicie szybko. Gdy poszedłem spać koło 24, odkładając Meizu M6 z 65% baterii, tak o 11 – było to już 26%. W moim „daily smartfonie”, Mi A1, takie coś nie ma miejsca. Poziom naładowania spada maksymalnie o parę procent. Bateria to spory minus tego telefonu… Tutaj spora przewaga dla R5A, gdyż ten potrafi w trybie mieszanym zrobić około czterech, a nawet czterech i pół godziny włączonego ekranu. No nie powiecie, że jest to mało, tym bardziej, że oba smartfony mają baterie o zbliżonej pojemności. Uważam, że to w głównej mierze zasługa zastosowania układu od Qualcomm, choć po części też przyczyniła się do tego lepsza optymalizacja samego oprogramowania MIUI. Dźwięk Tutaj przyznam, że trochę się zawiodłem. Gdy podłączyłem pierwszy raz słuchawki, suwak głośności ustawiłem na maksa no i odpaliłem moją playlistę na Spotify. Z początku myślałem, że jednak nie podgłośniłem go, potem, iż słuchawki źle zostały podpięte. Nic bardziej mylnego, telefon gra bardzo cicho. Jeśli chodzi o sam dźwięk, jest ciepły, przyjemny, niskie tony są lekko podkreślone. Redmi 5A gra trochę głośniej, lecz ma lekki nadmiar wysokich tonów. Natomiast w kwestii głośnika multimedialnego, jest głośny, głośniejszy od tego z Xiaomi Mi A1, lecz brakuje mu całkowicie niskich tonów. Naprawdę, jakby ich w ogóle nie było. Za to wysokie tony są trochę przesadzone, przy maksymalnym poziomie głośności nawet piszczą. Jeśli chodzi o Redmi 5A, dźwięk na słuchawkach jest bardziej neutralny, a sam dźwięk z głośnika jest przyjemny, nic nie charczy ani nie skrzeczy Wpis Recenzja konkurenta dla Xiaomi Redmi 5A – przed wami Meizu M6! ze strony GizChina Polska. Zobacz cały wpis
×