Na dzień dzisiejszy, myśląc o telefonach z Chin mamy w głowie takie marki jak Huawei, Xiaomi, OnePlus lub Meizu. To pokazuje, jak wielki postęp zrobili mali chińscy producenci, stając się światowymi gigantami. Nie zawsze jednak “telefon z Chin” oznaczał świetne podzespoły i dobrej jakości wykonanie w atrakcyjnej cenie. Pisząc niemal rok temu swój pierwszy felieton dla GizChina, przypominał mi się telefon, którego miałem okazję przez chwilę używać w połowie 2014 roku. Pierwotnie opis APM-M5 ukazał się na mojej autorskiej stronie Telefony bardziej i mniej znane, jednak postanowiłem go po latach odświeżyć, nadając mu bardziej profesjonalny wyraz.

Prolog

APM-M5 znalazł się w moich rękach przez przypadek. Był to czas nauki w szkole średniej, kiedy dopiero stawiałem pierwsze kroki jako bloger. Liczba obserwatorów fanpage'a dobiła pierwszego tysiąca, kolekcja telefonów ograniczała się do około 10 sztuk, a samą branżą mobilną interesowałem się czysto hobbystycznie. Właściwie, TBiMZ było wtedy moim pobocznym projektem, a swoją przyszłość wiązałem z lokalną polityką. Wtedy to koleżanka pokazała mi dwa telefony. Twierdziła, że dostała je od znajomego. Mam jednak wrażenie, że po prostu je kupiła. Była to Nokia Lumia 520. Swojego czasu hit – budżetowy telefon, który po prostu działał. Takie dzisiejsze Xiaomi. No i ten drugi, pokazany z dumą. Prawdopodobnie miał na mnie zrobić wrażenie i dać mi poczucie “gorszości”. Coś tu nie grało, tym bardziej, że nie chciała mi go dać do ręki. Poprosiłem więc o uruchomienie.

Tylko chodźmy z dala od ludzi, bo jest… głośny.

♪♫ TYRYRYM TYRYRYM TYRY RYRY RYRY TYRY RYRY RYRY RYM ♪♫

I skończyło się ajfonowanie. Po kilku dniach znajoma zgodziła się pożyczyć mi go na testy.

Wyświetlacz APM-M5

apm-m5
40-calowy AMOLED HD w rozdzielczości 320×480

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, jest rysik. Nie sądziłem, by jakiś podrzędny producent podrabianych smartfonów Apple zdecydował się na dodanie konstrukcji rodem ze smartfonów Galaxy Note. Nie był to nawet rewolucyjny rysik G-Pen znany z Galaxy Note 8 w wykonaniu firmy GooPhone. Tak, miałem do czynienia z wyświetlaczem oporowym, co nawet w 2014 roku było elementem tak nowoczesnym, jak pralka Frania. APM M5 – bo taką wdzięczną nazwę otrzymało to cudo techniki (swoją drogą, idealna nazwa dla karabinu) – producent wyposażył w matrycę “HD SuperAMOLED”, o rozdzielczości 320×480 pikseli i przekątnej 40 cali. Na całe szczęście, tylko środkowa wartość jest prawdziwa, a przekątna ekranu – jak przystało na iPhone'a 5, to 4 cale. Autora, który wypisywał specyfikację urządzenia na opakowaniu, zwyczajnie poniosła wyobraźnia. Ilość pikseli na cal nie powalała i przy zagęszczeniu o wartości 144 PPI mogłem obejrzeć na wyświetlaczu symulator kartki w kratkę. Nie była to jednak wartość fatalna, widywałem gorsze wyświetlacze i to w markowych smartfonach (tu mam na myśli popularne wtedy telefony pokroju LG Swift L3).

Obudowa i jakość wykonania

W porównaniu do swojego oryginału, w empiątce nie było problemu z odpryskującą farbą od aluminiowej obudowy. Zapewne dlatego, że cała obudowa była wykonana z plastiku. Wejście na dwie karty SIM (DualSIM w chińskich telefonach tego typu niemal od zawsze był standardem), kartę pamięci i baterię znalazło się pod otwieranymi pleckami. Patrząc z daleka, można było mieć wrażenie, że to oryginał, m.in. ze względu odlany w plastiku zarys zaślepki na kartę SIM wzorem oryginału. Przełącznik, który w urządzeniu od Apple służy do wyciszania telefonu, w tym przypadku był skrótem oraz spustem migawki aparatu. Trzeba przyznać, że małe chińskie rączki postarały się, by przynajmniej wizualnie APM-M5 przypominał pierwowzór.

Oprogramowanie

Jeśli oglądałeś/aś powyższy filmik, z pewnością wpadła Ci w ucho muzyczka, którą telefon się z nami wita. Po uruchomieniu urządzenia ukazywał się ekran główny, na którym mogliśmy znaleźć skrót do danych mobilnych, oznaczony ikonką Internet Explorera. Wśród pozostałych ikonek były dwa skróty do aparatu oraz trzy do spisu połączeń. Telefon był również wyposażony w aplikację do obsługi latarki, mimo że… o tym trochę później. Interface próbował przypominać system iOS do wersji 6 (włącznie z charakterystycznym “slide to unlock”), jednak producent informuje nas, że systemem jest Android. W praktyce miałem do czynienia z prostym oprogramowaniem napisanym w Javie. Trzeba docenić Azjatów za to, że chciało im się spolszczyć swoje oprogramowanie. Telefon przez cały czas pokazywał pełen zasięg, mimo, że nie wkładałem do niego karty SIM. Nie sprawdzałem, jak sprawowało się radio FM (i czy w ogóle tam było). Takich udogodnień jak WiFi czy odbiornik (i tak już w Polsce niedziałającej) telewizji analogowej w tym urządzeniu nie znalazłem, mimo, że producent o nich wspominał. Za to, zgodnie z obietnicą producenta, były gry Fruit Ninja i Angry Birds. Te gry również były podróbkami, ale troszkę lepiej odwzorowanymi niż “system operacyjny” telefonu. Naklejka producenta informowała mnie również o dostępie do serwisu Facldook. Znalazłem nawet menedżera plików, w którym mogłem z poziomu opcji sformatować kartę pamięci lub pamięć wewnętrzną.

Aparat fotograficzny APM-M5

Aparaty są dwa – przynajmniej według specyfikacji producenta. Główny aparatem mogłem spróbować wykonać fotografię w rozdzielczości 1.3 Mpix (w praktyce VGA), która była doświetlana naklejką imitującą diodę LED. Ta sama naklejka mogła również pełnić rolę latarki. Frontowy aparat powinien wykonywać fotografię w rozdzielczości VGA, jednak tego nie robił, ponieważ był tylko atrapą. Zabawne?

apm-m5
Niewątpliwie, szanuję za diodę – atrapę.

Zakryjcie palcem drugi aparat w Mancie Mezo 1 z 2016 roku. APM-M5 nie nagramy filmu, co można potraktować jako ukłon w stronę pierwszego iPhone'a – on też takowej funkcji nie posiadał (chyba, że posiadaliśmy apkę iVideoCamera, pozwalającą przez minutę nagrywać filmik w rozdzielczości 160×213 pix i 3 klatkach na sekundę).

apm-m5
Gdyby nie rozdzielczość VGA, mógłbym stwierdzić, że fotografie wykonano Xperią M2.

Bateria

Jest.

Epilog

Po opublikowaniu tekstu oddałem telefon APM-M5 właścicielce. Była na mnie wściekła – liczyła na to, że opiszę ten telefon w samych superlatywach. To miało pomóc jej w pozbyciu się tego czterocalowego wybryku chińskiej Doliny Krzemowej. Nie umiem wmawiać swoim czytelnikom (którzy obdarzyli mnie pewnym zaufaniem), że czarne jest białe. Mimo tego, odezwał się do mnie jeden z czytelników, z zamiarem odkupienia telefonu. Jestem ciekaw, jakie są jego dalsze losy.

apm-m5

Jeśli widzisz błąd w tekście lub jakąś literówkę, daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz lub zdanie i przyciskając Ctrl+ Enter.

Ocena autora

Generalnie, jest to jeden z tych telefonów, które nie powinny istnieć. Gdzieś w azjatyckich fabrykach studenci z łapanki składają tego typu urządzenia za przysłowiową miskę ryżu. Nie dziwi mnie fakt, że w oknach takowych fabryk montuje się siatki. Nie wiem (no dobrze, wiem) kto zdecydował się wydać na ten telefon 225zł, ale muszę przyznać, że to podchodzi pod czyn masochistyczny. Jedno jest pewne - po dłuższym obcowaniu z tym cudem chińskiej technologii, nie da się tego telefonu nie pokochać. Opary absurdu unoszą się nad domem moich rodziców po dziś dzień.
Jakość wykonania 2.0
Wyświetlacz 1.5
Aparat 2.0
Oprogramowanie 3.0
Radocha z zabawy 10.0
Poprzedni Premiera Meizu MX7 może być bliżej niż myślimy!
Następny We Włoszech Xiaomi można kupić w sklepach Carrefour!